Spotkanie światów Kresów i Śląska

Zdjęcie ślubne z Wójtowej Wsi. 1929 rok Fot. Muzeum Śląska Opolskiego Zdjęcie ślubne z Wójtowej Wsi. 1929 rok

W Muzeum Śląska Opolskiego otworzono wystawę poświęconą spotkaniu przybyszów z Kresów ze śląskimi autochtonami po wojnie

Ryszard Kapuściński, nie tylko reporter, ale i człowiek z Polesia, powiedział kiedyś o Kresowiakach: "Człowiek kresowy jest wszędzie bytem międzykulturowym, zawsze istotą - pomiędzy -".

Ponieważ mniej więcej tak samo można by zdefiniować Ślązaków, wielkie, nieplanowane powojenne spotkanie jednych i drugich na ziemi tych drugich dało zaskakującą, słodko-gorzką miksturę.

Jej esencję serwuje nowa, bardzo ciekawa wystawa Muzeum Śląska Opolskiego.

500 artefaktów na strychu

Zdjęcie ślubne z Wójtowej Wsi. 1929 rok
Muzeum Śląska Opolskiego Przesiedleńcy z Biłki Szlacheckiej w Grodźcu pod Opolem. Rok 1948

Młodzi Kresowianie z Chodorowa w 1921 roku. Ćwierć wieku później trafili na Śląsk
(fot. Muzeum Śląska Opolskiego)

Według szacunków, po II wojnie światowej z Kresów Wschodnich wysiedlono 1,71,9 min obywateli polskich. Duża część z nich trafiła do miast, które przed wojną znajdowały się w granicach III Rzeszy - Bytomia, Zabrza i Gliwic.

Dziś liczbę osób pochodzących z Kresów i ich potomków żyjących w całej Polsce szacuje się maksymalnie na ok. 6 min.

Co ciekawe, w spisie powszechnym z 1950 roku w opolskiej części Górnego Śląska 54 procent populacji (z ponad 800 tys. ludzi) stanowili autochtoni.

Jedną czwartą spisanych byli Kresowianie, kolejną ćwiartkę - wypełniali ludzie z innych terenów Polski, m.in. górale śląscy czy mieszkańcy dawnego powiatu piotrkowskiego migrujący pod Opole zgodnie z apelem o zasiedlanie ziem zachodnich. Tragiczna wspólnota losów Ślązaków i Kresowian narodziła się kilka lat wcześniej - obie grupy dotknęły dzikie wysiedlenia i przedstawiciele obu długo mieli nadzieję, że będzie dane im wrócić do dawnego domu.

- W jednej chwili nasze przeznaczenie zależało od decyzji maszynisty. Od decyzji, gdzie zatrzyma pociąg, do którego wsiedliśmy w drodze na zachód - podkreśla Irena Kalita, prezes Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich z Opola. Jedni wysiedli w Bytomiu lub Gliwicach, inni w Opolu.

Wystawa jest o perypetiach tych ludzi i tych, którzy Kresowian na Śląsku przyjmowali. Przygotowania do niej trwały kilka lat, organizatorom udało się zdobyć dofinansowanie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ekspozycję zgromadzono na ponad 270 metrach kwadratowych odrestaurowanego strychu Muzeum Śląska Opolskiego. Wśród ok. 500 zebranych artefaktów - dokumentujących zarówno dzieje autochtonicznych mieszkańców Śląska Opolskiego, jak i Kresowian - są m.in. zdjęcia, sprzęty domowe, elementy wystroju wnętrz, stroje, sprzęty gospodarskie czy rozmaite dokumenty (polecamy szczególnie oryginalną listę Ślązaków "zakwalifikowanych" do wysiedlenia - wraz z odręcznymi adnotacjami daje ona posępne świadectwo tamtych czasów).

Wystawę uzupełniają multimedia, dzięki którym można np. posłuchać gromadzonych przez lata przez opolskie muzeum wywiadów z mieszkańcami regionu, obejrzeć fragmenty kronik filmowych czy posłuchać dźwiękowych zapisów pieśni i gwar. Szczególnie interesujące są udostępnione zwiedzającym interaktywne mapy przesiedleń - z ich pomocą można dokładnie prześledzić, ile rodzin z jakiej czyści Kresów zamieszkało po wojnie na Śląsku Opolskim.

Zrodziła się kolejna śląska hybryda

Ekspozycję podzielono na trzy części. Pierwsza przedstawia Śląsk Opolski i jego mieszkańców w XIX i XX wieku - do lat 1945-1947. Druga ukazuje dzieje i kulturę Kresowian osiadłych na Śląsku do 1945 roku oraz ich wcześniejsze losy; a trzecia ukazuj e przykłady spotkań różnych grup kulturowych na Śląsku Opolskim w pierwszych latach po II wojnie światowej.

- Naszym celem było uświadomienie o odbywającej się nieustannie na Śląsku wymianie kulturowej - mówi Małgorzata Goc, współautorka wystawy. - Zjawisko to, zwykle rozciągnięte w czasie i przestrzeni, jest niedostrzegane poprzez swoją wycinkowość w ciągu życia jednego pokolenia. Ruchy ludności, które miały miej sce na Śląsku po drugiej wojnie światowej doprowadziły do czegoś, co możemy nazwać zderzeniem kulturowym.

To zderzenie, z którego potem narodziła się kolejna śląska hybryda (obecna na wystawie prof. Dorota Simonides opowiadała, jak w późniejszych latach na jej pytanie w szkole o to, który z uczniów czuje się Ślązakiem, wstawała cała klasa), bywało początkowo inspirujące, ale i kłopotliwe dla obu stron. Traktuje o tym też choćby zeszłoroczna książka "Kresowianie na Górnym Śląsku" wydana pod redakcją Bogusława Tracza przez katowicki IPN. Kresowianie zakładali zakłady rzemieślnicze, restauracje ikawiamie, których nazwy i wystrój często nawiązywały do tych pozostawionych w utraconych miejscach zamieszkania.

Nawiązywano przyjaźnie i zawierano "mieszane" małżeństwa, zaś w integracji dużą rolę odegrał Kościół. Ale barierą bywały zwyczaje, j ęzyk czy poczucie tymczasowości, jakie towarzyszyło przesiedleńcom. Gdy trafili na Śląsk, w niektórych domach przebywali jeszcze ich dotychczasowi gospodarze - nietrudno więc wyobrazić sobie skrępowanie nowych lokatorów, którzy wprowadzali się tam, gdzie jeszcze krzątali się wybierający się transportami na zachód niemieckojęzyczni właściciele.

Droga - alegoria śląskości

Przesiedleńcy z Biłki Szlacheckiej w Grodźcu pod Opolem. Rok 1948
(fot. Muzeum Śląska Opolskiego)

Otwarcie wystawy zostało zwieńczone dyskusją pod nieco prowokującym hasłem: "Czy Śląsk jest śląski", którą osobiście miałem przyjemność poprowadzić. Moim rozmówcą był prof. Zbigniew Kadłubek, filolog klasyczny z Uniwersytetu Śląskiego, pisarz, badacz Śląska i znakomity regionalista. Prof. Kadłubek zwrócił uwagę na specyficzną architekturę wystawy w muzeum - eksponaty dokumentujące losy Kresowian zgromadzono w środkowej części sali. Dookoła otoczono je śląskimi historiami i świadectwami.

- To rodzaj znakomitego symbolu nie tylko śląskiej gościnności, ale i przenikania jednej kultury w drugą, jakie odbywało się na tej ziemi - zauważał naukowiec.
Prof. Kadłubek podkreślił też znaczenie jednej z fotografii, którą zwiedzający mogą zauważyć na samym początku wystawy.

- To droga, nie wiemy dokąd prowadzi, na pierwszy rzut oka trudno powiedzieć - czy to Śląsk, czy Kresy. Właśnie droga od dziesięcioleci jest alegorią śląskości - to pozostawanie w ruchu, przeobrażanie się, dźwiganie w podróży nią wielu różnic, bogactwa w jedności, które śląskość tworzy - mówił regionalista.

- Śląsk jest i zawsze był wielokulturowy i wieloetniczny - wtórowała mu inna znawczyni Śląska, prof. Dorota Simonides. - Dzięki takim wystawom jak ta, poznajemy jego korzenie.

Marcin Zasada
NOWA TRYBUNA OPOLSKA

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.