Michał Wróblewski

Upadli sekretarze. Władcy PRL na emeryturze

Gomułka i Leonid Breżniew w NRD, 1967 rok Fot. Wikimedia Commons Gomułka i Leonid Breżniew w NRD, 1967 rok
Michał Wróblewski

Ochab pisywał nudne listy do KC. Gomułka chciał doradzać swym następcom, w tym Jaruzelskiemu. Za to Gierek mało nie trafił do więzienia w ramach rozliczeń za kryzys

Historie poszczególnych I sekretarzy KC PZPR to trudne do zbagatelizowania fragmenty historii naszego kraju. Purytanizm Władysława Gomułki odbił się na niemal każdej sferze życia, łącznie ze sztuką i kulturą, z kolei reformatorskie zapędy Edwarda Gierka znacznie odświeżyły myślenie o komunistycznej Polsce. To w zasadzie I sekretarze ponosili największą odpowiedzialność za wydarzenia, które miały miejsce nad Wisłą, choć wiele decyzji podejmowano poza granicami naszego państwa, w Moskwie.

Każdy jednak beton ma to do siebie, że prędzej czy później się kruszy. I co wtedy? Gdy Józef Tejchma, prominentny polityk Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, oświadczył Władysławowi Gomułce, że ten przestaje być I sekretarzem, zainteresowany aż walnął w niego kałamarzem. Również Edward Gierek pożegnał się ze stanowiskiem na skutek protestów społecznych oraz zakulisowych gierek swoich współpracowników. W zgoła inny sposób władzę utracili dwaj ostatni I sekretarze: gen. Wojciech Jaruzelski - decyzją Zgromadzenia Narodowego został wybrany na prezydenta RP, z kolei Mieczysław Rakowski rozstał się z funkcją, bo jego komunistyczna partia po prostu przestała istnieć. Jedynie Bolesław Bierut nie spotkał się z problemem życia po utracie najważniejszego stanowiska w socjalistycznej Polsce, gdyż jeszcze w dniu zgonu pełnił rolę I sekretarza. Choć co do jego śmierci pojawiło się wiele plotek – od popełnienia samobójstwa po zamordowanie przez radzieckich towarzyszy - nie ulega wątpliwości, że jak mało który z jego następców roztoczył wokół siebie specyficzny kult.

O tym,jak długo Bierut pozostawałby jeszcze na stanowisku I sekretarza i ile prawdy jest w domniemaniach, że Chruszczow już na początku drugiej połowy lat 50. chciał mieć w Polsce innego włodarza, już się nie dowiemy. W oficjalnym komunikacie jako powód śmierci wskazano atak serca, momentalnie ogłoszono żałobę narodową, a z pogrzebu Polskie Radio przeprowadziło wielogodzinną transmisję. Imieniem Bolesława Bieruta nazwano jeden ze statków, a pamięć o zmarłym I sekretarzu była w partii obecna jeszcze przez wiele lat. Następca Bieruta Edward Ochab nie zajmował wysokiego stanowiska długo, mimo że karierę zrobił dzięki pochlebstwom ze strony samego Józefa Stalina.

Nie został tylko prymasem

Ochab był I sekretarzem przez dłuższy okres pamiętnego 1956 r., jednak datę te wciąż kojarzy się przede wszystkim z jego następcą Władysławem Gomułką. W dodatku Ochab nie pozostawił po sobie żadnych dzienników politycznych, z których można byłoby wyczytać cokolwiek więcej na temat jego życiorysu. Krytykom nie przeszkadzało to jednak w żaden sposób, by po latach żartować z działacza, że objął chyba niemal wszystkie możliwe stanowiska w Polsce, z wyjątkiem prymasa.

Ze względu na uroczystości pogrzebowe Bolesława Bieruta w obradach Plenum PZPR mających na celu wybór I sekretarza jedyny raz w historii uczestniczył radziecki przywódca. Nikita Chruszczow, choć bardziej ucieszyłaby go kandydatura Aleksandra Zawadzkiego, nie zgłaszał większych zastrzeżeń co do Ochaba. Być może dlatego, że następca Bieruta od zawsze miał opinię koniunkturalisty i konformisty, którego dosyć łatwo zmanipulować. Doskonale wiedział, z którą frakcją w partii sympatyzować w danym momencie, by odnieść z relacji jak największe korzyści.

Dlatego, biorąc pod uwagę charakter oraz wcześniejsze dokonania Ochaba, tak bardzo zaskoczyła wszystkich jego emocjonalna decyzja z końca lat 60., kiedy to zrzekł się wszystkich stanowisk państwowych i partyjnych. Jeszcze wiele lat po rozstaniu się z funkcją I sekretarza pełnił inne, znacznie mniej istotne role w PZPR - przez ponad 10 lat wchodził w skład partyjnego kierownictwa, szczególnie chętnie wypowiadał się w kwestii rolnictwa, którego zresztą przez dłuższy czas był ministrem. Dopiero po latach wyszło na jaw, że inni działacze nie popierali jego poglądów na sprawy rolne, dochodziło na tej niwie do coraz bardziej gorączkowych sporów.

Jak pisze Jerzy Eisler w książce „Siedmiu wspaniałych. Poczet pierwszych sekretarzy KC PZPR", Edward Ochab był tą osobą, która w 1966 r. przesłała na ręce kard. Stefana Wyszyńskiego oficjalne zawiadomienie o tym, że władze PRL nie życzą sobie, aby papież Paweł VI przyjeżdżał do Polski na obchody milenijne, gdyż Stolica Apostolska utrzymywała stosunki dyplomatyczne z rządem emigracyjnym.

Były I sekretarz wciąż starał się doradzać, nie krył swojego rozczarowania późniejszymi poczynaniami swojego następcy, zwłaszcza w obliczu tragicznych wydarzeń z 1968 roku. Ze swojego rozbratu z partią tłumaczył się Teresie Torańskiej: „Dla
mnie było jasne, że to musi się załamać. Doszło do wystąpień studenckich. Wplątane były w nie wprawdzie różne nurty, ale był to jednak wyraz niezadowolenia setek tysięcy ludzi i ta młodzież to nie była przecież żadna burżuazja, kontrrewolucjoniści czy faszyści, dlatego zjawisko wymagało poważnego zastanowienia się nad naszymi błędami i poważnej rozmowy".

Na emeryturze Edward Ochab porządkował swoje sprawy związane z działalnością w PZPR, starał się nie zwracać na siebie przesadnej uwagi. Komuniści sugerowali mu, że niewiele zrozumiał z wydarzeń z przełomu lat 60. i 70., z kolei opinia publiczna bardzo szybko zapomniała o swoim - do niedawna jeszcze - I sekretarzu. Jego aktywność zawodowa ograniczała się do kilku pism wytykających partii nieudolność. Zmarł 1 maja 1989 r., do ostatnich dni zainteresowany sytuacją polityczną w kraju.

Gnuśność

Władysław Gomułka ponoć rzucał kapciem w telewizor za każdym razem, gdy na szklanym ekranie pojawiała się Kalina Jędrusik. Choć dziennikarz Grzegorz Sroczyński wiele lat później dowiódł nieprawdziwość tej plotki - ze względu na rany stóp Gomułka nie nosił kapci- anegdota ta świetnie wpisuje się w wizerunek I sekretarza. Oficjalnie zawsze purytańskiego i wstrzemięźliwego, prywatnie niekoniecznie, o czym świadczą liczne wspomnienia jego współpracowników. Jak to się stało, że polityk tak długo rządzący krajem upadł równie spektakularnie?

Wielu historyków uważa, że Gomułka był tym komunistycznym przywódcą, który odegrał największą rolę w dziejach Polski, jego urzędowanie zbiegło się z wieloma dramatycznymi wydarzeniami mającymi miejsce na terenie naszego kraju. Zwolennicy polityka twierdzą, że działacz uniezależnił rodaków od Moskwy, miał odwagę stawiać się partyjnej wierchuszce. Osąd to jednak dosyć powierzchowny, bo sam Gomułka nazywał siebie zatwardziałym komunistą, a wiele jego decyzji z czasów urzędowania nie wskazywało na dobre intencje względem Polski. Wystarczy wspomnieć narastający konflikt z Kościołem katolickim czy słynne bunty studentów. Dodatkowo najdłużej urzędujący I sekretarz KC PZPR bardzo zahamował rozwój kulturalny w naszym kraju, alergicznie reagując na wszelakie przejawy nowości artystycznych - zarówno tych z dziedziny muzyki, jak i kina oraz literatury. To, co na Zachodzie nosiło miano rock'n'rolla, w Polsce nazywano big-beatem.

Mający styczność z Gomułką bez ogródek mówią o jego despotycznym usposobieniu - autorytaryzm był tym systemem, w którym czuł się najlepiej. Już jako I sekretarz ze wszystkich sił trzymał się swojego stołka, bezceremonialnie oraz bez żadnego szacunku odnosił się nawet do swoich najbliższych współpracowników. A jednocześnie nie prowadził przesadnie wystawnego życia, odmówił wprowadzenia się do specjalnie dla niego wybudowanej willi na Mokotowie, nie przywiązywał wagi do stroju. O dodatki do jego garnituru troszczyły się osoby z najbliższego otoczenia. Gdy Gomułka kończył swoją bujną polityczną karierę, miał już niespełna 70 lat. I sekretarz, znacznie gorzej dogadujący się z Breżniewem aniżeli z Chruszczowem, już na wiele miesięcy przed ustąpieniem ze stanowiska przygotowywał się do secesji. Jego przejście na emeryturę wiązało się także z odmłodzeniem PZPR, o które zabiegało wiele rozczarowanych krajową sytuacją radzieckich polityków W lutym 1971 r. Gomułkę zawieszono wprawach członka Komitetu Centralnego. Niedawnego wodza coraz bardziej nachalnie odpychano od jakichkolwiek wpływów w partii. W latach 70. próżno było na ogół szukać jakichkolwiek zdjęć Władysława Gomułki w rodzimej prasie. Upadły polityk poświęcił się studiowaniu spraw związanych z historią nowożytną.

Maria Tulejska, która na początku lat 80. odbyła z Gomułką serię rozmów, wspominała później, że na emeryturze stał się jeszcze bardziej szorstkim, niezbyt przyjemnym i mało komunikatywnym rozmówcą. Kilkanaście miesięcy później, mimo rozbratu z własnym środowiskiem, poparł decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego. Zmarł w 43. rocznicę wybuchu II wojny światowej, a już tydzień po jego śmierci PZPR rozpoczęło multum inicjatyw mających na celu uczczenie pamięci swojego niedawnego przywódcy. Władysław Gomułka stał się również bohaterem wielu reżimowych - i nie tylko - publikacji.

Pożegnano go z honorami, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że choć rządził przez tak długi czas, poradził sobie z rolą partyjnego emeryta znacznie gorzej niż jego mniej doświadczony poprzednik.

Entuzjazm i kac

A po erze Gomułki nastała era Gierka. - On wydawał się człowiekiem innego wymiaru. Mieszkał w Belgii, był górnikiem, mówił po francusku. Zanim zrobił ogólnopolską karierę, był I sekretarzem w Katowicach, gdzie cieszył się opinią dobrego gospodarza i takiego nowoczesnego menedżera, oczywiście w ramach systemu. Zbudował sobie na Śląsku silną frakcję, która pomogła mu wysunąć się na krajowy szczyt - wspominał muzyk Tomasz Lipiński w rozmowie ze studenckim dwutygodnikiem „Detallcs". Nikt nie odmawiał politykowi umiejętności zjednywania sobie ludzi, co tak bardzo kontrastowało z autorytarnym stylem bycia jego poprzednika.

Jak pamiętamy, Edward Gierek dokonał „gruntownej reorganizacji kraju". Katowicki aparatczyk, który w ramach oszczędności palił papierosy bez filtra, nie tylko wprowadził do Polski coca-colę, ale także znacząco rozbudował infrastrukturę naszego zastałego za Gomułki kraju. Swego czasu mówiono wręcz o gierkomanii, a Janusz Rolicki do dziś uważa, że lata 70. to jeden z piękniejszych okresów jego życia. Sympatię zyskał nie tylko dzięki reformatorskim zapędom - ludność doceniła jego gest ze stycznia 1971 r., kiedy zjawił się na terenie ogarniętej wówczas strajkiem stoczni szczecińskiej.

Jako I sekretarz KC PZPR Edward Gierek z lepszymi skutkami niż poprzednik współpracował z Leonidem Breżniewem. Jak zapewniali go radzieccy partyjniacy, najcięższy okres komunistyczna partia ma już za sobą, nowy sekretarz ma ledwie ostudzić i poprawić kiepskie nastroje społeczne. Bliskość z ZSRR uwidaczniała się nawet w życiu prywatnym - polityk co roku spędzał w Moskwie wakacje z rodziną, chcąc tym samym podbudowywać swoją pozycję zawodową u naszego wschodniego sąsiada.

Prawdopodobnie to rosnąca w siłę opozycja była głównym powodem coraz częściej uwydatniającej się różnicy zdań na linii Breżniew - Gierek. Podczas gdy Sowieci obawiali się wzbierającej fali niechęci wobec systemu, I sekretarz KC PZPR zarzekał się, że ma sytuację pod kontrolą, a kraj nie jest przecież wcale aż tak bardzo zadłużony. Z czasem to właśnie Edward Gierek był przez partię utożsamiany ze wszelkimi niepowodzeniami, których komuniści doświadczyli na terenie Polski. Po skończeniu swej politycznej kariery byli współpracownicy chcieli postawić działacza przed sądem, do rozprawy ostatecznie nie doszło. Gierek był jednak internowany na osobiste polecenie gen. Wojciecha Jaruzelskiego, nie szczędzono mu upokorzeń. Jerzy Eisler w swej publikacji przytacza wspomnienia milicjantów, którzy wchodzili do pokoju Gierka i prosili go o podanie nazwiska. „Nie poznajecie mnie, towarzyszu?" - pytał były I sekretarz znany przecież z czołówek mediów. „Nazwisko!" - mimo to dopominali się służbiści.

Konflikt z partią trwał w najlepsze, ale w porównaniu z dramatyzmem i obostrzeniami stanu wojennego zwykli ludzie dobrze wspominali okres rządów Edwarda Gierka. Polityk zmarł w 2001 r. w szpitalu w Cieszynie. Jego nazwisko do dnia dzisiejszego wywołuje wiele dyskusji i rozmaitych kontrowersji w kontekście zasadności oraz słuszności jego działań. W pewnym sensie, biorąc pod uwagę wciąż ogromną sympatię ze strony wielu wpływowych środowisk, Gierek był tym I sekretarzem, który upadł najmniej boleśnie. Ale czy w towarzystwie takich osób jak Gomułka czy Jaruzelski jest to aby na pewno cenne osiągnięcie?

Byli władcy byłego państwa

Emerytura trzech ostatnich I sekretarzy KC PZPR w dużym stopniu nakłada się już na okres odzyskiwania wolności przez nasz kraj. Stanisław Kania, który stracił swoją funkcję w wieku niespełna 55 lat, długo nie mógł znaleźć sobie zajęcia po ustąpieniu ze stanowiska. Choć działał wciąż w polityce, jego rola okazywała się marginalna i spychana na zdecydowanie dalszy plan. W 1988 r. zaproponowano Kani ponowne dołączenie do Komitetu Centralnego, ten jednak odmówił. Podczas pamiętnych wyborów z 4 czerwca 1989 r. startował ze słynnej już krajowej listy wyborczej, ale nie został wybrany. W latach 90. zajmował się już głównie udzielaniem wywiadów oraz kreśleniem wspomnień ze swoich politycznych perypetii.

Podobnie zresztą jak gen Wojciech Jaruzelski, który właściwie całe życie po upadku komunizmu spędził targany między kolejnymi sądami a szpitalami. Mieczysław Rakowski, na zawsze dumny z dorobku Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, na emeryturze powrócił do swojej największej pasji z młodości - dziennikarstwa. Dzięki finansowej pomocy Jerzego Urbana wydawał miesięcznik „Dziś. Przegląd Społeczny", którego zresztą był redaktorem naczelnym. Jednocześnie chętnie brał udział w konferencjach i wszelakich panelach dyskusyjnych. Zmarł w 2008 r.

Losy I sekretarzy KC PZPR już po ustąpieniu z tej najważniejszej w ówczesnym systemie funkcji raczej nie pokrywały się z dalszymi losami samej partii. Jeśli byli przywódcy nie rozstawali się ze swoim środowiskiem wyraźnie skonfliktowani, to w najlepszym wypadku utrzymywali ledwie poprawne relacje. W prywatnych rozmowach ujawniano niechęć do swoich poprzedników, a niemal każdy nowy I sekretarz miał przed sobą właściwie tylko jedno zadanie - naprawić błędy osoby zarządzającej państwem przed nim. Tylko i aż.

Michał Wróblewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.