Biała Międzynarodówka. Fiasko wielkiego spisku protonazistów

Czytaj dalej
Fot. fot. bundesarchiv
Wojciech Rodak

Biała Międzynarodówka. Fiasko wielkiego spisku protonazistów

Wojciech Rodak

Już w 1920 r. protonaziści z Niemiec i Węgier chcieli zniszczyć powersalski porządek w Europie. Przygotowywali wielki spisek, który spalił na panewce. Dlaczego?

Na przełomie 1920 i 1921 r. polska prasa żyła doniesieniami z frontu walki o przynależność Śląska. Opisywano grę dyplomatyczną wokół plebiscytu, informowano o wybrykach niemieckich bojówek działających w regionie. Nie brakowało też artykułów na temat „intryg Lenina i Trockiego” przeciw Polsce, a także napiętych, delikatnie rzecz ujmując, stosunków polsko-litewskich. Wśród tych ważkich dla ówczesnego czytelnika znad Wisły tematów, aż na drugą stronę poczytnego „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” przebiła się wiadomość elektryzująca całą Europę. Chodziło o tekst pt. „Marzenia pangermanistów” („IKC”, 7.01.1921 r.). „Chcą zrekonstruować i planują na 1921 r. rewanż przeciw Francji. Admirał Horthy [Miklós Horthy, dyktator Węgier - red.] projektuje rozbiór Polski pomiędzy Rosję i Niemcy, z Wisłą jako granicą” - czytamy w sensacyjnym wstępie do obszernej publikacji. Czy Polacy mieli się czego obawiać? Kim byli ci groźni „pangermaniści”? Co ich łączyło z madziarskim autokratą? Oto dzieje zapomnianego politycznego spisku, który przeszedł do historii jako Biała Międzynarodówka.

Nóż w plecach
Pierwsza wojna światowa zakończyła się wielką polityczną klęską Niemiec. W wyniku postanowień traktatu wersalskiego utraciły one 65 tys. km²terytorium zamieszkane przez 7 mln ludzi (głównie na rzecz Polski i Francji). Ponadto zmuszono ich do wypłacenia nierealistycznie wysokich reparacji wojennych, a niemiecka armia została okrojona do kadłubowych rozmiarów (jedynie 100 tys. żołnierzy) i w znacznej mierze rozbrojona (np. zezłomowano znaczną część okrętów marynarki wojennej, w tym wszystkie u-booty). Pokaźna część społeczeństwa uważała ten stan rzeczy za wyjątkowo niesprawiedliwy. W kręgach konserwatywno-narodowej prawicy, a szczególnie w kołach wojskowych, panowało przekonanie, że w momencie zawieszenia broni, jesienią 1918 r., armia kajzera - triumfująca na całym froncie wschodnim, wciąż okopana na terenie Francji i Belgii - „nie znajdowała się w na tyle tragicznym położeniu, by godzić się na takie upokorzenie”. Określali oni rewolucję listopadową i rozejm w Compiègne mianem „noży wbitych w plecy niemieckich żołnierzy”. Jako winnych tej „zbrodni” wskazywali socjalistów, komunistów i Żydów. Obalenie demokratycznie wybranego rządu Republiki Weimarskiej uznawali za pierwszy krok do rozpoczęcia walki z ententą, a przede wszystkim z Francją, o zmycie „wersalskiej hańby”.

Od lata 1919 r. pośród nacjonalistycznie nastawionych oficerów dojrzewał plan zamachu stanu. Centralną postacią spisku był Erich Ludendorff, zasłużony generał o wiecznie marsowym obliczu, popularny współautor zwycięstw w bitwach pod Tannenbergiem i nad jeziorami mazurskimi. Jego prawą ręką i głównym koordynatorem intrygi był 50-letni płk Max Bauer, utalentowany dowódca artylerii. Do innych kluczowych postaci w sprzysiężeniu należeli Wolfgang Kapp, urzędnik i działacz nacjonalistyczny, a także dowódcy freikorpsów - gen. Walther von Lüttwitz i mjr Hermann Ehrhardt - weterani walk z komunistycznymi powstańcami.

Jesienią 1919 r. do grona tych zagorzałych antysemitów dołączył Ignatz Trebitsch-Lincoln - 40-letni awanturnik, Żyd rodem z Węgier. Swoim burzliwym życiorysem mógłby obdzielić kilka osób. Zanim trafił do Niemiec, parał się różnymi zajęciami. W młodości zdarzało mu się kraść zegarki. Potem pracował jako anglikański misjonarz w Kanadzie, był posłem w brytyjskim parlamencie, założył spółki wydobywające ropę w Galicji i Rumunii, a nawet, w czasie I wojny światowej, próbował swoich sił jako podwójny agent. Każdy z rozdziałów jego życia kończył się jakimś spektakularnym skandalem z malwersacjami finansowymi lub bankructwami w tle. Jednak na ogół, dzięki niezwykłej charyzmie i wielkiemu urokowi osobistemu, udawało mu się spadać na cztery łapy. Szczęście opuściło go w 1916 r., gdy w Wielkiej Brytanii został skazany za fałszerstwo na trzy lata więzienia. Odsiedział cały wyrok. Po wyjściu na wolność wyjechał do Niemiec, ogarnięty przemożną chęcią zemsty na swoich prześladowcach. Tutaj zaczął pisać do konserwatywnego dziennika „Deutsche Zeitung” zajadłe antybrytyjskie artykuły. Dzięki błyskotliwej inteligencji i wrodzonemu talentowi zjednywania sobie ludzi szybko wkręcił się do centrum prawicowego spisku, zdobywając wpływowego protektora w osobie płk. Bauera. Ten zawzięty antysemita był tak zauroczony Trebisch-Lincolnem, że nawet przymknął oko na jego żydowskie pochodzenie. Wyznaczył mu rolę speca od propagandy, z racji sprawnego pióra i znajomości wielu języków obcych.

Od stycznia 1920 r. ludzie Ludendorffa wyczekiwali tylko właściwego momentu do rozpoczęcia przewrotu. Ów wreszcie nadszedł. 13 marca na rozkaz gen. von Lüttwitza żołnierze freikorpsu Brygady Marynarki mjr. Ehrhardta, ze swastykami wymalowanymi na hełmach, wkroczyli do Berlina. Zajęli stolicę włącznie z dzielnicą rządową bez ciężkich walk. Puczyści obwołali kanclerzem 61-letniego Wolfganga Kappa. Ten ze swoją ekipą bezskutecznie próbował rządzić krajem, licząc na pomoc armii. Wszystko na nic. Biurokracja nie chciała słuchać poleceń uzurpatora, a wojsko przyjęło postawę wyczekującą, nie wspomagając żadnej ze stron sporu.

Tymczasem legalny rząd i prezydent Ebert zdążyli zbiec do Drezna. Stamtąd wezwali Niemców do podjęcia strajku generalnego. Większość obywateli ich posłuchała. Cały kraj zamarł. Puczyści nie zyskiwali, a wręcz tracili posłuch. Zdali sobie sprawę, że przegrali. Już 18 marca wycofali się. Kapp i Lüttwitz uciekli do Szwecji. Natomiast Ludendorff, Bauer i Trebisch-Lincoln zbiegli do Bawarii, gdzie, pod skrzydłami przychylnego im premiera landu, Gustava von Kahra, mogli uniknąć aresztowania za udział w zamachu stanu. Niezrażeni pierwszym niepowodzeniem, snuli jeszcze ambitniejsze plany.

Biała Międzynarodówka
Bawarskim centrum działalności zbiegłych puczystów stała się miejscowość Stephanskirchen, nieopodal Rosenheim, gdzie jeden z miejscowych arystokratów udzielił gościny Ludendorffowi. To tutaj, gdzieś na przełomie kwietnia i maja 1920 r., zrodziła się wśród nich idea utworzenia Białej Międzynarodówki. Nowe tajne sprzysiężenie nawiązywało nazwą do komunistycznej, „czerwonej”, Międzynarodówki, kierowanej z Moskwy. Jednak miało ono łączyć organizacje z przeciwnego politycznego bieguna. Zamierzano zebrać pod jego parasolem wszelkie konserwatywno-nacjonalistyczne ugrupowania (początkowo mowa była tylko o Niemczech, Austrii i Węgrzech) domagające się rewizji powersalskiego porządku w Europie. Spiskowcy chcieli skoordynować siły w celu wspólnej walki o zrzucenie anglo-francuskiego dyktatu w centralnej części Starego Kontynentu, w tym zniszczenie nowych państw jak Czechosłowacja. Wiedzieli, że chcąc odnieść zwycięstwo, musieli dysponować potężniejszymi siłami militarnymi niż w czasie nieudanego puczu Kappa. Potrzebowali sojusznika, który dysponowałby pieniędzmi i zapleczem szkoleniowym dla wojska. Węgrzy wydawali się w tym względzie idealnymi kandydatami.

Jeśli w odczuciu części Niemców I wojna światowa zakończyła się dla nich upokorzeniem, to dla Węgrów jej rezultat był, i jest do dzisiaj, najczarniejszą narodową tragedią. Na mocy ustaleń podpisanych w Trianon ich państwo straciło - głównie na rzecz Rumunii, Jugosławii i Czechosłowacji - ponad dwie trzecie przedwojennego terytorium (pozostało 93 tys. km²z 325 tys. km). Poza granicami kraju, znalazła się aż jedna trzecia etnicznych Madziarów (ok. 3,5 mln ludzi). Rząd admirała-regenta Miklósa Horthy’ego, po rumuńskiej inwazji i utopieniu we krwi komunistycznej rewolucji był zbyt słaby, by przeciwstawić się tym ustaleniom. Co nie znaczy, że wygasła w nim żądza rewanżu na przeciwnikach. Dlatego też, gdy w połowie maja 1920 r. Bauer i Trebitsch-Lincoln udali się do Budapesztu, dla bezpieczeństwa pod fałszywymi nazwiskami, ich propozycja „białego” sojuszu spotkała się z pozytywnym odzewem tamtejszych elit. Zainteresowanie uczestnictwem w zuchwałym projekcie wyraził w toku specjalnej audiencji sam Horthy. Z jego ramienia warunki udziału Węgier w inicjatywie dogadywali najbardziej nieprzejednani antydemokratyczni, antykomunistyczni i antysemiccy politycy z jego otoczenia: Tibor von Eckhardt, Gyula Gömbös i Pál Prónay. Ten ostatni, były oficer kawalerii, miał zasłużoną opinię bezwzględnego oprawcy. Odpowiadał za dziesiątki antyżydowskich pogromów, przeprowadzonych w czasie kampanii terroru po zgnieceniu rewolucji Beli Kuna. Toteż obecność Trebitscha-Lincolna („czarnego, grubego Żyda” - jak pisał potem we wspomnieniach) przy stole rokowań wywoływała jego żywy niepokój, a nawet agresję. Bauer musiał się mocno „nagimnastykować”, by obaj panowie zaczęli ze sobą rozmawiać.

Po kilku dniach obie strony podpisały robocze porozumienie w sprawie Białej Międzynarodówki. Deklarowano w nim mgliście, że wspólnym celem sprzysiężenia jest „anulowanie traktatów pokojowych i likwidacja ruchów komunistycznych”. Według zapisów dokumentu kierowniczą rolę w organizacji miał sprawować komitet centralny. Za działania propagandowe odpowiadało centralne biuro prasowe, kierowane przez Trebitscha-Lincolna. Wszyscy spiskowcy byli zobowiązani do zachowania swej aktywności w całkowitej tajemnicy. Za zdradę groziła kara śmierci. Broń miała być nabywana w Niemczech, z zachowaniem najdalej posuniętej dyskrecji, i dystrybuowana pomiędzy wszystkie odgałęzienia Międzynarodówki. Środki na jej pozyskanie zamierzano „wytwarzać na bieżąco”, produkując fałszywe banknoty. Szacowano, że organizacja będzie gotowa do podjęcia akcji zbrojnej na przełomie 1920/21 r. Aczkolwiek nie precyzowano, o jakie działania dokładnie chodziło. To miało być ustalone dopiero w toku dalszych rozmów i dokooptowywania kolejnych partnerów.

Wielkie plany
Tak więc w czerwcu 1920 r. powstały zręby Białej Międzynarodówki. Kwaterą główną ruchu stał się Budapeszt. Rządził nią triumwirat w osobach Bauera, Trebitscha-Lincolna i majora Franza von Stephaniego, byłego dowódcy freikorpsu (antysemicko usposobionego wojskowego z rodziny o żydowskich korzeniach). To oni podróżowali po całej Europie, próbując pozyskać nowych członków do sprzysiężenia. Owoce ich zabiegów nie były jednak zbyt imponujące.

Pierwszy dołączył do nich carski oficer gen. Wasilij Biskupski, stojący na czele związku „białych” emigrantów z Rosji, którzy w wyniku zawieruchy I wojny i rewolucji październikowej znaleźli się w Niemczech. Pozował na „wielkiego patriotę”, rzucał hasłami o „niemiecko-rosyjskiej granicy na Wiśle”. Lubował się w politycznych intrygach, ale nie brał ich poważnie. Traktował je raczej jako okazję do zarobku. Miał on być łącznikiem Międzynarodówki z oddziałami „białych”, którzy wciąż toczyli walki z bolszewikami w Rosji.

W Wiedniu nawiązano współpracę z gen. Alfredem Kraussem, pangermańskim nacjonalistą, szefem organizacji zrzeszającej oficerów niemieckiej i austriackiej armii. Miał on pomóc spiskowcom w obaleniu rządu socjalistycznego kanclerza Austrii Karla Rennera.

Fiaskiem Bauera i spółki zakończyła się próba nawiązania kontaktu z Benito Mussolinim, szefem dopiero co wzrastającego w siłę ruchu faszystowskiego. Trebitsch-Lincoln miał z nim umówione spotkanie w Mediolanie, ale, z niewiadomych przyczyn, ostatecznie do niego nie doszło.

W tym gronie rodziły się najbardziej fantastyczne plany obalenia powersalskiego porządku. Jedna z wersji zakładała, że spiskowcy ściągną z Niemiec na Węgry tysiące żołnierzy freikorpsów, pozujących na robotników rolnych podróżujących za pracą. Ci wyszkolą madziarską armię, a następnie uderzą z nią na Austrię, wspierani przez miejscowych powstańców i bojowników przenikających z Bawarii. Po sukcesie tej części operacji zjednoczone siły miały pokonać Czechosłowację. Zakładano, że, rozbiwszy ją w pył, „rewizjonistyczna armia” ruszy na północ i zajmie Niemcy, obsadzając gen. Ludendorffa w roli dyktatora. Potem Niemcy mieli wesprzeć „białych” generałów rosyjskich w walce z bolszewikami. W razie powodzenia sprzymierzeni planowali następnie uderzyć na państwa bałtyckie, Polskę i Jugosławię, dzieląc ich terytoria między siebie.

Na papierze ten plan wyglądał, delikatnie rzecz ujmując, bardzo optymistycznie. Jego realizacja stawała coraz mniej realna. Uczestnicy spisku często spierali się o taktykę i terytoria. Na przykład okazało się, że Węgrzy i Austriacy nie mogą się dogadać w kwestii przynależności Burgenlandu, krainy na granicy obu krajów.

Spory w Międzynarodówce nie zdążyły jeszcze rozgorzeć na dobre, gdy jej żywot gwałtownie przerwał jeden ze spiskowców. Nagle przestraszył się ludzi, z którymi związał swój los.

Archiwum za 200 tys. koron
Ignatz Trebitsch-Lincoln, ze względu na swoje semickie pochodzenie, miał w kręgach spiskowców kilku wpływowych wrogów. Sądzili oni, że jest on brytyjskim szpiegiem udającym niemieckiego nacjonalistę. Wreszcie latem 1920 r. mjr Franz von Stephani napisał do płk. Bauera wprost, że trzeba go zlikwidować. List ów przypadkiem wpadł w ręce Trebitscha-Lincolna. Ten przeraził się nie na żarty - wiedział, że związał się z politycznymi gangsterami, którzy prędzej czy później go dopadną. Nie czekał. Zebrał najważniejsze tajne dokumenty Białej Międzynarodówki do jednej walizki i uciekł do Wiednia. Spiskowcy wysłali za nim pogoń, ale powróciła ona z niczym.

W Austrii kilka tygodni ukrywał się przed swoimi byłymi towarzyszami. Wreszcie pojechał do Pragi, gdzie sprzedał czechosłowackiemu wywiadowi kompletne archiwum Białej Międzynarodówki. Otrzymał za nie 200 tys. czeskich koron (obiecano mu 500 tys., ale reszty pieniędzy nigdy mu nie wypłacono).

Zaniepokojeni Czesi, którzy mieli być w końcu jedną z pierwszych ofiar sprzysiężenia, rozesłali dokumenty do redakcji najważniejszych dzienników w Europie. Od 28 grudnia 1920 r. ich fragmenty publikował m.in. brytyjski „The Times”. Za nim cytował je m.in. polski „Ilustrowany Kuryer Codzienny”. O Białej Międzynarodówce zrobiło się głośno. Wszyscy jej uczestnicy starali się „zapaść pod ziemię”. Organizacja de facto przestała istnieć.

Berlin w czasie puczu Kappa
fot.imago stock&people/EAST NEWS Przywódcy puczu monachijskiego w 1923 r. W środku stoją gen. Erich Ludendorff i Adolf Hitler

Protonaziści
Próba stworzenia Białej Międzynarodówki zakończyła się spektakularną kompromitacją. Stanowiła zapowiedź sojuszy, które w pod koniec lat 30. rozsadziły skutecznie cały powersalski porządek.

Część uczestników spisku doczekała triumfu Adolfa Hitlera, czynnie działała w NSDAP lub współpracowała z III Rzeszą w czasie II wojny światowej. Gen. Ludendorff należał do partii nazistowskiej w latach 20. Mjr Franz von Stephani zasiadał z ramienia tego ugrupowania w Reichstagu. W latach 30. Pál Prónay próbował stworzyć na Węgrzech masowy ruch faszystowski, za co trafił do więzienia. W 1944 r., razem ze Strzałokrzyżowcami, uczestniczył w masowych mordach Żydów w Budapeszcie.

Max Bauer, postać numer dwa spisku, po dekonspiracji Białej Międzynarodówki musiał uciekać z Europy. Trafił do Chin, gdzie został doradcą wojskowym Chang Kaj-szeka. Człowiek, który ujawnił światu spisek reakcjonistów, Ignatz Trebitsch-Lincoln, także zbiegł do tego kraju. Przeszedł na buddyzm. Został mnichem i już w 1931 r. awansował na przeora jednego z klasztorów w Szanghaju. W czasie II wojny światowej współpracował z niemieckimi i japońskimi służbami. Zmarł w 1943 r. jako Czao Kung. a

Bibliografia

- B. Wasserstein - „The secret lives of Trebitsch-Lincoln”

- P. Lendvai - „Węgrzy. Tysiąc lat zwycięstw w klęskach”

- N. Alforde - „The White International: anatomy of transnational radical revisionist plot in central Europe after World War I”

Wojciech Rodak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.