Opowieści Krzysztofa Chmielnika. Wojownicy w sutannach

Krzysztof Chmielnik
Dzisiaj w dobie mody na lekceważenie cywilizacyjnego dzieła Kościoła, kiedy wrogowie tak jego, jak i wiary z księży czynią demony, warto przytoczyć kilka historii o księżach, którzy dobrze zasłużyli się polskości zachodniej Wielkopolski, w czasach gdy ziemie te były poza Polską.

Opowieść niniejsza inspirowana jest tekstem autorstwa księdza Dariusza Śmierzchalskiego-Wachocza, z Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Szczecińskiego zatytułowanego „Korzenie naszej tożsamości. Historia Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej” znalezionego przypadkiem w przepastnych głębinach internetu. Nie stanowi spójnej narracji, ale jest zbiorem kilku życiorysów, powiązanych z sobą walką o polskość, na terenie tej części Wielkopolski, która w wyniku kaprysów historii znalazła się pod niemieckim panowaniem.

Na przełomie wieków XIX i XX w Nowym Kramsku działał ks. Stanisław Kulaszewski. Z jego inspiracji powstało Towarzystwo Przemysłowców, z którego później wyłoniło się Towarzystwo Robotników, zrzeszające miejscowych Polaków. Dzieło tego księdza kontynuował kolejny duszpasterz, ks. Stanisław Rosochowicz. Inną nowokramską, zasłużoną dla polskości postacią, był kolejny proboszcz, ks. Stanisław Dudziński. Posługiwał w parafii w Nowym Kramsku w latach przed wybuchem I wojny światowej i podczas jej trwania. Interesował się nie tylko życiem duchowym parafian, ale także życiem gospodarczym regionu. Doprowadził do utworzenia w Babimoście w roku 1912 Banku Ludowego, działającego na rzecz okolicznych rolników. Wywołał też na Babimojszczyźnie powstanie Kółek Rolniczych. Od 1917 do 1918 był prezesem Towarzystwa Czytelni Ludowych w powiecie Babimojskim. W Meklemburgii prowadził duszpasterstwo wśród polskich robotników sezonowych Propagował wśród nich czytelnictwo. W latach 1919-1920 inspirował strajk szkolny. W pruskim ministerstwie kultury wymógł, aby wprowadzono do szkoły język ojczysty jako przedmiot nauczania i aby nauczano religii w języku polskim. Aby przeciwdziałać germanizacji, której sprzyjał pruski system edukacji, polecił organiście Sylwestrowi Heydukowi zorganizowanie nauczania języka polskiego i nauki polskiego śpiewu w nowokramskim kościele. Organizował również Towarzystwo Sokół. W czasie Powstania Wielkopolskiego zaangażował się w ruch zbrojny. Przygotowywał m.in. miejscowych ochotników do wyjazdu do Poznania jeszcze przed wybuchem samego powstania. Wydaje się też, ze to on był inicjatorem akcji powstańczej, której celem było zdobycie Nowego Kramska i przyłączenie go do Wielkopolski. Za tę działalność Niemcy zniszczyli probostwo, a jego mienie zostało skonfiskowane. Po ostatecznym ustaleniu granicy, kiedy Nowe Kramsko stało się częścią Niemiec, oskarżony przez władze o zdradę państwa niemieckiego, szykanowany przez niemieckie władze, wyemigrował do Polski. Posługiwał w Ujściu do 1940 roku, skąd w obawie przed aresztowaniem uciekł i ukrywał się w okolicach Myślenic, gdzie zmał w 1942 roku.

Zamordowany w Forcie VII

Jego następca, Niemiec, kontynuował podobny styl duszpasterstwa. Więcej germanizacyjnego zapału miał kolejny proboszcz. Podobno w Pszczewie, gdzie był proboszczem, mawiał, że kto chce nabożeństw w języku polskim, niech wyjedzie do Polski. W Nowym Kramsku jego zapał germanizatorski ostygł. Kolejny proboszcz przejawiał proniemieckie inklinacje, pisząc we wrześniu 1939 roku w kronice parafialnej: „Polska została w ciągu 18 dni pobita i opanowana. Finis Poloniae”. Uwiedziony nazizmem, zrezygnował z kapłaństwa. Po nim Polaków w Nowym Kramsku germanizować chciał kolejny ksiądz nazista. Celowo pomijam nazwiska tych Niemców.

Piękna patriotyczna postawę reprezentował ks. Stefan Łukowski, wikariusz z Babimostu. Już w seminarium należał do tajnego Towarzystwa Tomasza Zana. W tej organizacji dokształcał się sam i uczył młodszych kolegów historii, geografii i literatury ojczystej. Jako kapłan angażował się w wiele aktywności. Stanął na czele powstałej w Babimoście Rady Robotniczej i Żołnierskiej. W czasie walk powstańczych podlegał szykanom i grabieży mienia ze strony niemieckiej. Został wysłany przez Komisariat Naczelnej Rady Ludowej do Paryża, gdzie przedstawił Komitetowi Narodowemu Polskiemu położenie ludności polskiej w nadgranicznych powiatach Wielkopolski. Z jego inicjatywy powstało w 1919 roku Towarzystwo Młodzieży, popularyzujące turystykę i sport wśród młodzieży Babimojszczyzny. Towarzystwo przeistoczyło się w organizację paramilitarną, przygotowującą młodzież do powstania. Powołał również do życia żeński oddział Polskiego Czerwonego Krzyża. Czynnie działał w prowincjonalnych władzach szkolnych, postulując naukę języka polskiego. Aresztowany w 1919 roku i uwięziony w Międzyrzeczu Wlkp. Po opuszczeniu więzienia prowadził akcję propagandową na rzecz przyłączenia dawnych terenów Wielkopolski do niepodległej Polski. Kiedy Babimost znalazł się w granicach Niemiec, przeniósł się do Polski. W Szamotułach został zastępcą kapelana tamtejszego Baonu Zapasowego 2 Pułku Strzelców Wielkopolskich i wraz z nim w 1920 r., jako ochotnik, wziął udział w wojnie z bolszewikami. Po powrocie z tej wojny, awansowany do stopnia majora, pełnił funkcje kapelanem garnizonu w Ostrowie Wlkp. Zamordowany został w poznańskim Forcie VII w styczniu 1941 roku.

Niemieccy pasterze

Równolegle do niego od 1912 roku w Babimoście proboszczem był ks. Karl Meissner. Niemiec, który nauczył się języka polskiego. Początkowo zamierzał wprowadzić liturgię w języku niemieckim, ale parafianie uprosili go, by odprawiał nabożeństwa w języku polskim. Co dwa tygodnie. Byli też inni niemieccy księża umiejący być pasterzami, a nie pastuchami swoich parafian. Ks. Franciszek Riss, proboszcz w Czarnej, chrzcił polskie dzieci i służył Polakom w ich potrzebach. Prześladowało go za to gestapo. Ks. Augustyn Wittig, proboszcz w Siedlnicy, przemawiał do Polaków, odwiedzał w czasie okupacji polskie rodziny i urządził w parafii rekolekcje dla Polaków.

Z kolei w parafii Dąbrówka Wielka, od 1898 roku posługę pełnił ks. Józef Tomasz Braun, proboszcz parafii i dziekan zbąszyński, angażujący się w działalność polityczną. Został członkiem Rady Ludowej w Poznaniu i delegatem na Sejm Dzielnicowy z powiatu międzyrzeckiego. Zbierał składki na „Skarb Narodowy”. Aresztowany przez żandarmerię, groził mu sąd wojenny, trafił do międzyrzeckiego więzienia, ale dzięki interwencji arcybiskupa poznańskiego, został po czterech miesiącach zwolniony. Po odzyskaniu wolności zaangażował się w akcję dyplomatyczną na rzecz przyłączenie do Polski powiatów skwierzyńskiego, międzyrzeckiego i babimojskiego. Przewodniczył m.in. Prowincjonalnemu Komitetowi Wyborczemu w Wolsztynie. Ale kiedy Dąbrówka Wielka pozostała w Niemczech, opuścił parafię i w 1923 roku przeniósł się Polski.

Przeżył Dachau

Zastąpił go Niemiec, ks. Leon Binder. Urodził się 1876 roku w Kaławie, kształcił w seminariach duchownych w Poznaniu i Gnieźnie, gdzie nauczył się polskiego. Nie miał inklinacji germanizacyjnych. Na co dzień posługiwał się językiem polskim, uczestniczył w polskich zebraniach i głosił kazania w tym języku (kazania w języku niemieckim głoszone były tylko raz na cztery tygodnie dla kilku niemieckich katolików). Współpracował z działaczami polskimi, uczestniczył w polskich uroczystościach, współpracował z Bankiem Ludowym w Nowym Kramsku. Mimo nieustannych gróźb i szykan ze strony władz nazistowskich, nie zaprzestał swej działalności duszpasterskiej. W niedzielę, 3 września 1939 roku odprawił sumę z polskim kazaniem i zaintonował po polsku pieśń religijną „Chwała i dziękczynienie”, za co kilka dni później został aresztowany przez gestapo i wywieziony do obozu koncentracyjnego w Oranienburgu, a następnie Dachau, gdzie przebywał do końca wojny, znosząc upokorzenia i tortury. Po wyzwoleniu w sierpniu 1945 roku, po opuszczeniu parafii przez ludność niemiecką, powrócił do Dąbrówki Wlkp., witany przez swoich parafian jako bohater i męczennik. Otrzymał honorowe obywatelstwo polskie od władz polskich. Ale choć po latach ustanowiono ulicę jego imienia, to jego postać, jest nico zapomniana. Zmarł 28 stycznia 1952 roku na zawał serca w Dąbrówce Wlkp. Jego grób znajduje się na cmentarzu parafialnym. Czy w świadomości parafian Dąbrówki Wlkp. jest nadal pasterzem-bohaterem, to wiedzą tylko mieszkańcy tej wsi.

Duszpasterski etos księży działających na terenie zachodniej Wielkopolski w czasach walki o zachowanie polskości, a potem także i o przynależność Babimojszczyzny do Polski, w oczywisty sposób wykracza poza kwestie metafizyczne. Ten rodzaj zaangażowania w życie społeczności lokalnych wydaje się reprezentować później, po drugiej wojnie światowej ksiądz Kazimierz Michalski. Łączący sprawy religii ze sprawami społecznymi. Obserwując to co dzieje się w lokalnej polityce, szkoda, że zaniknęła misja Kościoła łączenia wiary z samorządnością lokalną, a przynajmniej znacznie osłabła. Ze szkodą dla jakości życia samorządności lokalnych.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Jerzy Stuhr nie żyje. Aktor zmarł w wieku 77 lat

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Opowieści Krzysztofa Chmielnika. Wojownicy w sutannach - Gazeta Lubuska

Wróć na naszahistoria.pl Nasza Historia