Opowieści Krzysztofa Chmielnika. Dziewczyna z kluczami

Krzysztof Chmielnik
Widok na jezioro i Torzym na pocztówce z 1905 r.
Widok na jezioro i Torzym na pocztówce z 1905 r. fot. archiwum
W zbiorku „Sagen aus Brandenburg”, co tłumaczy się Sagi z Brandenburgii, wydłubanym gdzieś w internecie, znalazłem taką krótką miejscową legendę dotyczącą Torzymia, którą przetłumaczyłem i pozwalam sobie zaprezentować

W Noc Walpurgii w miasteczku zwanym Sternberg o północy słychać głośne szczekanie psów i głuche dzwonienie dzwonów. Dźwięki te trudno zlokalizować, ale wydobywają się jakby gdzieś z głębin ziemi. Miejscowi mówią, że to tak hałasują duchy. Strzegą według przekazów wielkiego skarbu ukrytego gdzieś w podziemiach nieistniejącego zamku, który pokryła gruba warstwa ziemi. Właścicielem zamku był Balthasar von Winning. Z niego wraz z kamratami, rycerzami zbójnikami, zwanymi raubritterami, napadali na przejezdnych kupców, rabowali podróżnych, porywali ludzi, szczególnie gładkolice Sternberżanki. Kiedy wracali ze zbójeckich wypraw, urządzali biesiady, podczas których, jak mówiła okoliczna ludność, podawano oprócz trunków pieczone ludzkie mięso. Opowiadała o tych ucztach jedna dziewczyna wcześniej porwana do zamku, ale której udało się uciec, że kawały, ugotowanego i pieczonego ludzkiego mięsa serwowano na złotym półmisku, gdzie oprócz mięsa leżały wielkie ilości złotych i srebrnych monet.

Gdzieś około 1500 roku, margrabia Joachim I wraz z margrabią łużyckim i księciem głogowskim przybyli na Ziemię Sternberdzką, aby ukrócić działalność rycerzy rozbójników mieszkających w sternberdzkim zamku. Uzbrojeni w przywiezione z Niederlandów garłacze, zwane z włoska tromblonami, jako że ich lufy przypominały kielichy, zdobyli zamek. Pozostałych przy życiu rycerzy rozbójników schwytano i powieszono. Zamek doszczętnie spalono, a zgliszcza zburzono. Przy życiu pozostawiono jedynie rycerzy z rodu Winning, którym zabroniono budowania jakiejkolwiek budowli na górce, a jedynie na płaskim miejscu. Legenda głosi, że podczas zdobywania zamku, widziano wielką miedzianą patelnię, na której leżały zwinięte w kłębek dwa węże. Widziano też tajemniczą dziewczynę, dzierżącą w prawej ręce pęk kluczy do skrzyń ze skarbami, jak wśród płomieni płonącego zamku schodziła do podziemi. Teraz strzeże skarbów, o których w Noc Walpurgii przypominają tajemnicze odgłosy, które budzą pragnienie odkopania ruin zamku i wydobycia z nich skarbu. Ale strach owo pragnienie przezwycięża”.

To, jak można się spodziewać, to jedna z kilku wersji tego, co zdarzyło się w dawnych czasach. Legendy bowiem, zgodnie z ludową logiką, mają rozmaite wersje. Jedna z nich mówi o porwanej przez Winningów córce młynarza, którego młyn znajdował się niedaleko zamku. Podobno widziała w piwnicach zamczyska metalowe kotły ze zgromadzonymi w nich kosztownościami i monetami. Pamięć ludowa zachowała także opowieści o matce rycerzy, czarownicy rzucającej uroki. Jest też czarny pies o rozjarzonych ślepiach pojawiający się o północy na pagórku skrywającym ruiny zamczyska, kiedy księżyc jest w pełni.

Jak każda legenda, no prawie każda, ta ma wątki historyczne dobrze rozpoznane. Ale na razie pozwólmy wyobraźni lokalnej społeczności unieść się nad rzeczywistością. Bo legendę powyższą wspomina jeden z dawnych mieszkańców Sternberga, czyli Torzymia. Widać żyła ona wśród przedwojennych mieszkańców tego miasteczka. Pyta zatem on sam siebie: „Gdzie stał zamek w Sternbergu?”. I odpowiadając na nie, przypomina historię miejscowości i zamku, a także rycerskiego rodu Winningów, który zjawił się tu w XIII wieku. Miał bronić chrześcijańskich osadników przed pogańskimi plemionami zamieszkującymi wówczas okoliczne nieprzebrane puszcze, których pozostałością jest największy zwarty kompleks lasów Europy, czyli Puszcza Rzepińska o powierzchni ponad 1500 kilometrów kwadratowych. Zapewne jednym z ważnych celów, jakie mieli realizować rycerze, była misja ochrony kupieckich karawan wędrujących po tak zwanej „polskiej drodze” pomiędzy Poznaniem a Frankfurtem nad Odrą. Ale zamiast strzec porządku, skusili się na łatwy łup i wybrali zbójecki proceder.

Niemiecka pamięć...

Przed wojną podejrzewano, że miejsce, w którym stał ich zamek, zaznaczono na mapie jako „Stary dom”, widniejący na mapach geodezyjnych z 1939 roku, nieopodal jeziora Eilang, dzisiaj Ilno.

Historię dziewicy niknącej w płomieniach z patelnią i kluczami w rękach przypomina tekst Anny Frahnert, nauczycielki z tamtejszej szkoły „Historyczne, legendarne, poważne i radosne fakty z przeszłości Sternberga”, a także przewodnik turystyczny po „uzdrowisku” Sternberg. A tam napisano, że w XIII wieku margrabia brandenburski Otton III przekazał swoje rodzinne dobra archidiecezji magdeburskiej. Ówczesny arcybiskup Konrad von Sternberg wraz ze świtą, bo jakżeby inaczej, około 1266 roku przybyli, aby rozejrzeć się po okolicy. Biskup stwierdził, że „Może nie jest tutaj tak urodzajnie jak w Magdeburgu, ale… niech Bóg błogosławi tej dolinie w państwie Lebus, której nadaję imię Kraina Sternberga”. Na zamek wybrał miejsce na wyniesieniu nad jeziorem Eilang, tam, gdzie wcześniej stała drewniana warownia pogańskich Wenedów, zwana Wendenburg. Budowa zamku trwała od 1266 do 1276 roku. Ale już w 1300 roku sprzedał go rodzinie von Süde, a ta rycerzom rodu Winning. Zamek i miasto zawdzięczają nowym właścicielom dosyć specyficzną nazwę „Raubnest Sternberg”, czyli zbójecki Sternberg. Anna Frahnert twierdzi, że miejsce, na którym wzniesiono zamek, nosiło nazwę Wasserhof. Może dlatego, że jak pisze, był to zamek na wodzie i miał dwa płaskowyże. Na jednym był folwark, a na drugim wzniesiono główną fortyfikację.

…współcześnie zweryfikowana.

W tle historycznym tamtych wydarzeń jest Bolesław Rogatka, który sprzedał Ziemię Lubuską Brandenburczykom, z częścią biskupstwa lubuskiego, które było solą w oku biskupa magdeburskiego. I to właśnie biskup magdeburski Konrad Sternberg, „założył” Torzym zwany wcześniej Sternbergiem. A dla obrony własności kazał wznieść warownię w miejscu wendyjskiego grodziska. Potem pojawili się Winningowie, ród rozsiadły się w Ziemi Torzymskiej na kilka stuleci. Winningowie byli właścicielami wielu wiosek w okolicy Sternbergu i wcale nie zniknęli po zniszczeniu zamku nad jeziorem Eilang. Wiedza o tym jest potwierdzona przez historyków, którzy potwierdzają, że margrabia Joachim zwany Nestorem stanowczo walczył z bandytyzmem na traktach i ma w swoim dorobku powieszenie na szubienicy siedemdziesięciu złodziei-baronów, w tym czterdziestu szlachciców.

Współcześnie legendę starają się zweryfikować członkowie Stowarzyszenia Eksploracji Perkun, którzy na swojej stronie www tak piszą o sobie:

„Przygodę z szukaniem skarbów i obcowanie z tajemnicami historii zaczęliśmy na początku lat 90. minionego wieku, gdy grupa młodych mieszkańców Poznania i okolic założyła Stowarzyszenie Speleologii i Ogólnowojskowej Archeologii. Naszym znakiem była wtedy SOWA, która widzi w ciemnościach. Bo w tamtym czasie interesowaliśmy się głównie podziemiami, penetrując niektóre poznańskie forty, pohitlerowskie fabryki zbrojeniowe, między innymi te koło dzisiejszych Zasiek i Nowogrodu Bobrzańskiego, sztolnie w Kamiennej Górze i przede wszystkim fortyfikacje Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. Po kilku latach część eksploratorów odeszła z wymienionego stowarzyszenia, zakładając własne. I tak powstało Stowarzyszenie Archeologii i Ochrony Zabytków Militarnych „Perkun”. Kontynuowało ono dotychczasową działalność, ale coraz intensywniej rozwijaliśmy też nowe formy. W archiwach polskich i zagranicznych przeprowadzaliśmy kwerendy, na ogół z powodzeniem szukając dokumentów o interesujących nas obiektach i tematach”. W tym celu wybrali się do lasu na południe od jeziora Ilno, gdzie na naturalnym wyniesieniu znaleźli miejsce, w którym stał zamek Winningów.

Zdjęcia lidarowe wyraźnie uwidaczniają założenie obronne ulokowane na wąskim pagórku, jakby półwyspie, otoczonym dwoma wąwozami i jeziorem. Widać rzeczywiście dwa płaskowyże odcięte od swojego otoczenia wałami i fosą przecinającymi w poprzek półwysep. Grupa Perkun na tym leśnym, porośniętym drzewami „półwyspie” w roku 2021 przeprowadziła badania z użyciem wykrywaczy metali. Jest nawet o tym filmik na YT. Znaleziono grubo ponad setkę artefaktów potwierdzających istnienie zamku. Wśród znalezisk są sierpy, cęgi, podkowy, okucia zamków, gwoździe, klucze, a także monety z czasów biskupa Sternberga i rycerzy Winningów. Znaleziska te potwierdzają, według wstępnej oceny eksploratorów, fakt istnienia osady rzemieślniczej, w tym zapewne i kuźni, co potwierdzałoby przekaz o istnieniu, jak pisze niemiecka autorka, folwarku, czyli raczej przedzamcza pełniącego funkcje gospodarczo-rzemieślnicze, a w którym działali rzemieślnicy spełniający wobec zamku konieczne usługi.

Oczywiście wśród znalezionych przez eksploratorów z grupy „Perkun” przedmiotów nie mogło zabraknąć licznych grotów do strzał i włóczni, a także ostróg, co potwierdza, że na zamku przebywali rycerze, bo jak wiadomo, tylko oni w ostrogi się wyposażali. Na razie tylko tyle wiadomo o torzymskim zamku. Skarby skryte w zamkowych piwnicach być może nadal czekają na odkrycie. Może wśród nich jest miedziana patelnia.

OSTATNIO DODANY:

OPOWIEŚCI KRZYSZTOFA CHMIELNIKA

CZYTAJ CHMIELNIKA RZECZ O ANIELI KRZYWOŃ:

od 7 lat
Wideo

Jak politycy typują wyniki polskiej reprezentacji?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Opowieści Krzysztofa Chmielnika. Dziewczyna z kluczami - Gazeta Lubuska

Wróć na naszahistoria.pl Nasza Historia